Pomiń menu

Wieś przecięta asfaltem. Jak mieszkańcy Mchawy wygospodarowali bezpieczne miejsce

Wieś przecięta asfaltem. Jak mieszkańcy Mchawy wygospodarowali bezpieczne miejsce

Wyzwanie

W Mchawie przez lata brakowało bezpiecznego miejsca, w którym mieszkańcy – zwłaszcza dzieci – mogliby się spotykać i spędzać czas razem. Powód był prozaiczny, ale dotkliwy. Przez wieś przebiega ruchliwa droga wojewódzka, będąca częścią tzw. dużej i małej pętli bieszczadzkiej. Wąska, pozbawiona chodników i poboczy, skutecznie dzieli wieś na dwie części.

Dla części mieszkańców Mchawy wyprawa z dziećmi na plac zabaw przy szkole, po drugiej stronie drogi, jest po prostu niebezpieczna. Również rzeka Hoczewka, choć bliska i obecna w codziennym krajobrazie, pozostawała niedostępna – brzegi miała gęsto zarośnięte, nierówne i zaniedbane. Dzieci nie miały gdzie bezpiecznie wejść do wody, pobawić się patykiem czy po prostu pobyć w naturze.

Ale pojawił się pomysł, aby zagospodarować dziesięcioarową działkę nad rzeką.

— Kiedyś był tu punkt skupu lnu, później staw i zbiornik przeciwpowodziowy, a ostatecznie dzikie śmietnisko. Choć w pewnym momencie próbowano tam stworzyć boisko, miejsce „umarło” z braku opieki. Dla mnie samej teren ma wymiar osobisty – dziadek dzierżawił tutaj teren pod tartak, w którym w czynie społecznym przecierał deski na pierwszy most i ławy do kościoła — mówi Monika Mordarska, liderka nieformalnej grupy Pogranicze Bieszczady, która pierwsza zobaczyła potencjał w działce nad rzeką.

Pieniądze szybciej niż działka

Inspiracja zagospodarowania terenu przyszła podczas spotkań w ramach akcji Masz Głos, do której zgłosiła się Monika Mordarska. To tutaj poznała Iwonę Kocaj ze Stowarzyszenia Postaw na Dynów, która zmotywowała ją do pozyskania pieniędzy na stworzenie przestrzeni wspólnej nad Hoczewką. Monika – w partnerstwie z Kołem Gospodyń Wiejskich w Mchawie – złożyła wniosek do Fundacji SMK w ramach programu „PFR – przestrzeń działania 2025” i do Fundacji Bieszczadzkiej w ramach programu Działaj Lokalnie.

W konkursie Fundacji SMK pomysł grupy Pogranicze Bieszczady znalazł się w gronie 21 najlepszych (wszystkich było 74). Do grantu na 7,5 tys. zł był dołączony bon edukacyjny na tysiąc złotych. Również drugi wniosek został pozytywnie oceniony, grupa otrzymała 5,5 tys zł.

— Gdy pojawiły się pieniądze, wszystko zaczęło wyglądać inaczej — mówi Monika Mordarska.

Zgoda gminy z dużym trudem

Działka należy do gminy Baligród, więc kluczowa była zgoda wójta na jej użyczenie.

— To wójt gospodaruje mieniem komunalnym i decyduje o użyczeniu terenu na okres do trzech lat. Przy dłuższym czasie potrzebna jest zgoda rady gminy — wyjaśnia Aleksandra Iwańska-Figura, koordynatorka akcji Masz Głos.

Monika uargumentowała wniosek potrzebą stworzenia bezpiecznej przestrzeni dla blisko 50 mieszkańców, którzy z powodu braku infrastruktury drogowej nie mieli dostępu do placu zabaw. Decyzja przeciągała się rzekomo z racji planowanego remontu mostu, mimo że termin inwestycji nie był znany. Monika nawet wzięła udział w posiedzeniu komisji Rady Gminy, żeby mieć pewność co do decyzji.

— Władze twierdziły, że działka będzie potrzebna na składowanie materiałów budowlanych. Próbowały uzależnić swoją decyzję od opinii projektanta mostu, co wyglądało na utrudnianie działań — mówi.

Przełom przyszedł dzięki wsparciu młodych radnych, którzy zobaczyli sens inicjatywy i konkretne argumenty: pozyskany granty i gotowość mieszkańców do wykonania wszystkich prac społecznie.

Promesa użyczenia działki na trzy lata została wydana dopiero w dniu podpisania umowy grantowej – to przeciąganie wydania decyzji powodowało napięcie, bo warunkiem wypłacenia pieniędzy grantowych było przedstawienie dokumentu prawa do korzystania z gruntu. Właściwa umowa została podpisana przez wójta Roberta Stępnia i Monikę Mordarską na początku czerwca 2025 roku i zobowiązywała do utworzenia miejsca integracji międzypokoleniowej, gdzie można organizować warsztaty i ogniska, bezpieczną rekreację dzieci nad rzeką Hoczewką. Mieszkańcy zostali też zobowiązani do usunięcia wszystkich urządzeń (tipi, huśtawki, piaskownica, domek narzędziowy) w sytuacji rozpoczęcia budowy mostu.

Entuzjazm mieszkańców

Mieszkańcy ruszyli do prac nad zagospodarowaniem terenu. Dziesięć osób kosiło i wycinało zakrzaczenia, usuwało korzenie. Pracowali za pomocą prywatnego sprzętu: kosiarek, pił motorowych, ciągników, quadów, a nawet koparki do niwelacji terenu.

Informacja o pracach rozchodziła się przez prywatną grupę na Messengerze. Każdy wiedział, kiedy i co się dzieje. Gałęzie trafiały do rębaka, ziemia była wyrównywana, teren stopniowo odzyskiwał kształt. Mieszkańcy i wolontariusze wykonywali najcięższe roboty ziemne, dzieci czyściły i malowały elementy drewniane, Nadleśnictwo Baligród na prośbę Moniki przekazało pieńki na siedziska, drewno zostało kupione z pieniędzy od Fundacji SMK. Mieszkańcy pomogli zrobić tipi, kuchnię błotną, konstrukcję pod ślizgawki, huśtawki, stoły i ławki. Zarząd Dróg Wojewódzkich dorzucił dwie wywrotki ziemi, co pozwoliło wyrównać teren.

— Z miejsca, w które nikt nie wierzył, zaczęła się wyłaniać przestrzeń wspólna — mówi Monika.

Centralnym punktem placu stało się drewniane tipi, nazywane przez mieszkańców „górskim szałasem”. Zbudowane z surowego drewna pełni funkcję miejsca spotkań, zabaw i integracji. Na jednej ze ścian zamontowano uchwyty wspinaczkowe, tworząc bezpieczną ściankę dla dzieci. Magdalena Michna, rzemieślniczka z Rękodzieła Ruczaj, wymalowała na tipi wzór nawiązujący do tradycyjnej ornamentyki regionu, która łączy motywy roślinne i geometryczne.

Najmłodsi szybko pokochali kuchnię błotną – stację zabaw sensorycznych z umywalką, kranem, konewkami i foremkami, pozwalającą na kreatywną zabawę wodą, piaskiem i ziemią. Obok stanęły huśtawki dla dzieci w różnym wieku, piaskownica, stoły, ławki i miejsce na ognisko z siedziskami z pieńków.

Dzięki grantowi plac został wyposażony w hamak ze stelażem, zestawy łucznicze, siatkę do badmintona i profesjonalny ruszt grillowy.

— W Bieszczadach ludzie zawsze sobie pomagali — mówi jedna z mieszkanek. — To miejsce tylko nam o tym przypomniało.

Nie było oficjalnego otwarcia. Po prostu zaczęły się tam dziać spotkania, ogniska, zabawy dzieci. Jednym z pierwszych wydarzeń było spotkanie „Polak – Węgier dwa bratanki”, nawiązujące do dawnego szlaku węgierskiego przebiegającego przez gminę. Dzięki kontaktom z akcji Masz Głos Monika zaprosiła Duszana Augustyna (uczestnika tegorocznej edycji programu) z jego partnerką Ritą Hornok, pochodzącą z Węgier, którzy przywieźli tradycyjne przysmaki, przybliżyli kulturę Węgier i przeprowadzili quiz z nagrodami.

Plac stał się też punktem startu i mety spacerów, miejscem warsztatów, gier sportowych i sąsiedzkich rozmów.

Na co dzień za utrzymanie terenu odpowiada grupa Pogranicze Bieszczady.

Zmiana

Choć zmagania z procedurami były wyczerpujące, to właśnie one scementowały mieszkańców Mchawy.

— W górach liczy się serce, nie podziały — podkreśla Monika Mordarska.

Dziś miejsce nad Hoczewką jest dowodem na to, że nawet w cieniu ruchliwej drogi można zbudować coś trwałego – jeśli ludzie zdecydują się działać razem.

Fot. Monika Mordarska