Pomiń menu

CO U NAS – rodzice upomnieli się o prawa dzieci

 

co u nas Od kilku lat dyrektor szkoły podstawowej w Lipinach toleruje przemoc wobec dzieci. Szkoła jest placówką utrzymywaną z naszych podatków lecz głos rodziców był dotąd lekceważony zarówno przez jej dyrekcję, jak i przez władze gminy.

Sytuację w przedszkolu przedstawią rodzice w swoich skargach kierowanych do dyrekcji szkoły.

Październik 2011

… Moja Zosia była tak wystraszona że jak wróciłam z pracy do domu około 17:30 to moje dziecko nadal płakało (od 12:00) aż się zanosiła, zaczęła budzić się w nocy z krzykiem i płaczem, zaczęła się moczyć. Ciężko było ją uspokoić. Następnego dnia nie chciała już iść do przedszkola a gdy się pytałam dlaczego to zaczynał się płacz. A gdy Zosia ze strachu przed panią J. się zmoczyła to udawała że nie zauważyła i próbowała wmówić Pani Karolinie (pomoc) że to takie wzorki na rajstopkach.

Od października zaczął się dramat ponieważ na ranną zmianę przychodziła pani J. i moja córka poszła tylko 2 dni do przed szkola i znów zaczęła się budzić w nocy z płaczem i nie chciała już chodzić do przedszkola bo mówiła że nie lubi tej Pani. Myślałam że ten incydent z zeszłego roku szkolnego moje dziecko zapomniało ale jednak nie bo ma bardzo dobrą pamięć. Jeżeli zostanie zdjęty etat pani Justynie to pani J. będzie od rana i moja córka która bardzo chce chodzić do przedszkola i się uczyć będzie musiała siedzieć w domu.

Skarga innego rodzica: Nasze dziecko chętnie przychodziło do przedszkola, ale trwało to tylko przez pierwsze 3 dni, zachwyt minął już w dniu – 4 września (wtorek), gdyż zaczął się w domu płacz i proszenie: ”mamusiu ja nie chcę do przedszkola bo tam jest pani J., ja się jej boję”. Byłam bardzo zdziwiona co się dzieje, bo Kasia aż się cała trzęsła na samą myśl pójścia jutro do przedszkola i prosiła aby nie do pani J. Po rozmowie z dzieckiem dowiedzieliśmy się, że Kasia się tej pani boi, jest wystraszona, bo ta pani na nią nakrzyczała i powiedziała również, że pani J. lubi ciszę. […]siedząc w przedszkolu i czekając na panią J. byłam świadkiem, jak moje dziecko zareagowało na widok pani J. tzn. Kasia była przerażona, usiadła mi na kolanach, objęła mnie za szyję i tak bardzo płakała, że się boi, ta pani krzyczała na nią i że chce do domu. Następne dni Kasi w przedszkolu wyglądały tak, że trzęsła się cała ze strachu na widok pani J., bardzo płakała że zaraz przyjdzie pani J., do tego stopnia, że bolał ją brzuch a ja matka Kasi otrzymywałam telefony ze szkoły z prośbą o zabranie dziecka w obawie o jego zdrowie. W domu działo się to samo, ogromne, złe przeżycie aby pójść do przedszkola bo będzie tam pani J. powtarzając mi bez przerwy: „mamusiu ja się jej boję, ja nie chcę do pani J.”.[…] od rana była p. Justyna, którą nasze dziecko zaakceptowało bez najmniejszego problemu, bardzo ją lubi i do tej pani chce chodzić z przyjemnością. Również p. Karolina pracująca w tym przedszkolu jako pomoc zyskała sobie uznanie Kasi i nigdy nawet w najmniejszym stopniu nie usłyszeliśmy z ust naszej córki złego słowa na którąś z tych dwóch pań a wręcz przeciwnie. Taki duży problem, strach, stres pojawił się tylko i wyłącznie odnośnie p. J.

Jeszcze jedna skarga z tego roku: Dziecko chętnie chodziło do przedszkola kiedy była pani Weronika i chętnie chodzi od września, kiedy jest pani Justyna. Problemy pojawiają się, kiedy jest pani J.. Dziecko nie chce zostawać z tą panią. Romek zrobił się nerwowy. Budzi się z płaczem w nocy, moczy się. Dziecko przed pójściem do przedszkola pyta, która pani będzie, mówi, że nie chce zostać jak będzie pani J, […] Wystarczy, że dziecko zostanie godzinę z panią J. i jest płaczliwe, nerwowe. Z obserwacji i znajomości dziecka stwierdzam, że pani J. nie ma odpowiedniego podejścia. Zauważyłam, że wiele dzieci nie chce zostawać z tą panią…

Do naszej redakcji dotarły skargi rodziców składane w poprzednich latach.

Skarga z roku 2009.

Tego dnia moje dziecko przekraczając próg oddziału przedszkolnego na widok pani J. rozpłakało się i poprosiło : „nie zostawiaj mnie mamo samej”. Bardzo mnie to zdziwiło, ponieważ ostatnio chętnie uczęszczała do przedszkola. Po rozmowie przeprowadzonej z dzieckiem w domu okazało się, że nie chciała pozostać w klasie ze względu na zmianę nauczyciela. Opiekę nad dziećmi przejęła od tego dnia pani J., a zwykle zajmowała się nimi pani Małgorzata.[…] Myślę, że osoba pani J. Była również powodem tego, że moje dziecko nie chciało chodzić do przedszkola w I półroczu.

Rok 2010 i opis podobnej sytuacji. Rodzice mówią, że było więcej skarg, a wielu z nich po prostu przeniosło swoje pociechy do innych przedszkoli.

Pani Dyrektor, w udzielanych rodzicom odpowiedziach obiecywała, że jeśli będzie następna skarga na tę nauczycielkę, to podjęte zostaną radykalne kroki.

Faktycznie, po skargach, które wpłynęły w tym roku (był też jakiś anonim) pani Dyrektor podjęła działania. Zmniejszyła etat nauczycielce, ale tej, którą maluchy bardzo lubiły, pani Justynie. Spowodowało to kolejną falę skarg. Rodzice nie poprzestali już na korespondencji ze szkołą. Zwrócili się o pomoc do Rady Gminy, do Wójta, do Kuratorium Oświaty, do Rzecznika Praw Dziecka. Ich aktywność spowodowała, że Urząd Gminy został zmuszony do podjęcia działań. Zorganizowano w szkole spotkanie rodziców z zastępcą wójta Janem Kielerem, inspektorem gminnym ds oświaty H. Rejmakiem i dyrektorką szkoły A.Trzepińską. Jest nagranie z tego spotkania.

Wypowiedzi , które tam padały, pozbawiły rodziców resztek złudzeń, że tutejsze władze są w stanie rozwiązywać takie trudne problemy, gdzie konieczne jest obiektywne podejście i delikatność.

Już na wstępie pani dyrektor ostro zgromiła rodziców za to, że zniszczyli wizerunek szkoły. Jej dobre imię zostało już tak zszargane, że nawet w Brzezinach mówią o tym, że dzieci są tu szarpane i popychane. Zagroziła doniesieniem do prokuratury, jeżeli TO się nie skończy.

Od zastępcy wójta rodzice usłyszeli, że nikt nie będzie zmieniał nauczyciela, jeśli troje dzieci ma, jak to określił, „ trudności z asymilowaniem się”. Poinformował, że w ubiegłym roku samorząd rozpatrywał już skargę na panią J. i nie stwierdził winy nauczycielki. Poza tym vice Wójt wizytował osobiście zajęcia prowadzone przez panią J. i nie widział tam żadnego płaczącego dziecka. Z sali padały głosy, że tych dzieci jest prawie połowa z oddziału liczącego 25 maluchów. One po prostu nie przychodzą na zajęcia pani J i dlatego nie widać płaczących dzieci.

Jeden z rodziców domagających się poszanowania praw dziecka usłyszał od pani dyrektor ripostę, że nauczycielka J. ma prawo pracować w tej szkole, bo ma kwalifikacje. Jego dziecko natomiast nie ma obowiązku chodzenia do szkoły. Jeżeli coś nie odpowiada, to może poszukać innej placówki.

Zauważmy, że ta pani ma z naszych podatków ładną pensyjkę i ciepłą posadkę. Jak śmie więc mówić, że nasze dzieci mają iść precz, bo szkoła jest po to, żeby nauczyciele mieli gdzie pracować?

W dalszej części spotkania rodzice zarzucili inspektorowi H. Rejmakowi, że przekazuje samorządowi niedokładne informacje o sytuacji w przedszkolu.

Tu pani Dyrektor znów ich zgromiła : Czy sprawa nauczyciela, którego zwolnić nie można, czy to jest temat na sesję? Żeby w całej gminie huczało na ten temat?!

” Swoje brudy należy prać we własnym domu, a rozgłos uczciwej kobiecie nie przystoi” – tę zasadę pamiętamy ze szkoły, głosiła ją Pani Dulska, bohaterka lektury obowiązkowej pokazującej młodzieży portret kołtunki. Określenie „dulszczyzna” weszło do języka polskiego i, niestety, ma ciągle zastosowanie. Pani Dyrektor zaprezentowała nam swoją ogromną troskę o zachowanie pozorów natomiast problem trapiący jej placówkę, jak się zdaje, lekceważy, bo nie rozwiązuje go już od kilku lat.

Na koniec pan vice Wójt podjął się przełamać u jednego z dzieci strach przed nauczycielką. Zapewniał rodziców, że trochę się na tym zna. Planował osobiście wprowadzić dziecko do klasy i przekonać do pozostania tam. Nazywał to „eksperymentem pedagogicznym”

Teraz, gdy sprawa już zaczyna docierać do wyższych instancji, to urzędnicy gminni gotowi są nawet udawać specjalistów od psychologii dziecięcej, byle załatwić rzecz we własnym zakresie i by sprawy nie wymknęły się spod kontroli. Miejmy nadzieję, że nie dojdzie do planowanego eksperymentu. Próby „leczenia” urazów przez domorosłych psychologów mogą pogorszyć stan dziecka. Jego psychika jest przecież bardzo wrażliwa, a urazy doznane w dzieciństwie zostawiają ślady na całe życie.

W dotychczasowych działaniach władz szkolnych i gminnych zadziwia ich niemoc. Problem związany jest z funkcjonowaniem jednej konkretnej nauczycielki. Nauczycielka ta, pomimo licznych skarg, otrzymuje od dyrektorki szkoły dobrą ocenę pracy. Taka ocena, jak się teraz okazuje, jest bardzo mocnym argumentem i zapewnia ochronę. Rodziców się zastrasza żeby siedzieli cicho. I tak to trwa już kilka lat.

Kolejne dzieci przeżywały tragedię i nikt nie pomógł.

Teraz sprawą zajęło się Kuratorium Oświaty.

Oby w nowym roku żadne dziecko nie zostało skrzywdzone w szkole.

 

„Co u nas” dwutygodnik niezależny